niedziela, listopada 18, 2018

Netflix Book Tag

Netflix Book Tag

Po ogromnie długiej przerwie wracam do Was z tagiem, który wydał mi się ciekawy. Stworzyła go Whitney z kanału A Darker Shade of Whitney.

Oglądam na Netfliksie seriale i filmy niemal codziennie, pomyślałam więc, że odpowiedzi na te pytania będą proste do napisania. A znalazło się kilka takich, nad którymi musiałam jednak pomyśleć dłużej ;)

Ostatnio oglądane. Ostatnia książka, którą przeczytałaś.

Odkąd zaczęłam pracę w przedszkolu czytam głównie książeczki dla dzieci typu Franklin i Skarb Jeziora albo Zuzia idzie do fryzjera, bo na czytanie dla relaksu ciężko mi znaleźć i czas i chęci. Zgodnie z tym, co pokazuje mój Goodreads ostatnią przeczytaną przeze mnie (pełnoprawną) książką jest Mroczny Tron autorstwa Kendare Blake.


            Polecane dla ciebie. Książka/książki, które były ci polecone na podstawie tych, które czytałaś wcześniej.

Mam wrażenie, że takich jest od groma. Jedną z nich jest seria o Harper Connelly napisana przez Charlaine Harris. Do przeczytania został mi ostatni tom i już nie mogę się tego doczekać. Choć momentami mam dość głównej bohaterki, to i tak chcę do niej wrócić i dowiedzieć się, jak kończy się ta historia.


Niedawno dodane. Ostatnia kupiona przez ciebie książka.

Najnowszymi nabytkami mojej kolekcji są cztery pięknie prezentujące się książki Wydawnictwa Znak, które udało mi się zakupić na promocji za cudownie niską kwotę :). Trzy tomy serii Wybrani, które przeczytałam jakiś czas temu (ale mam ochotę do nich powrócić) i całkowita nowość w mojej biblioteczce, czyli Dni ostatnich szans. Do nich dołączyła także Piąta pora roku, którą recenzowałam tu kiedyś dzięki portalowi Czytam Pierwszy (recenzja). Czytałam ją na laptopie, po czym doszłam do wniosku, że chcę to zrobić jeszcze raz, tym razem w wersji tradycyjnej, żeby móc zaznaczyć ulubione momenty i cytaty.

Popularne w serwisie Netflix. Książka, o której wie/powinien wiedzieć każdy.

Myślę, że Children of Blood and Bone nadaje się tu idealnie. Niestety zmuszona byłam przerwać jej czytanie i teraz będę musiała pewnie zacząć jeszcze raz od początku, bo akcji nie pamiętam praktycznie w ogóle. Drugą taką jest według mnie Moxie – książka z ciekawym przesłaniem i wciągającą, przyjemną fabułą (muszę w końcu zakupić polskie wydanie). Jej recenzję możecie przeczytać tutaj.


Komedie. Zabawna książka.

Wśród ostatnich czytanych przeze mnie książek jest jedna, której lektura zapadła mi w pamięć właśnie przez te zabawne elementy. A jest to oczywiście Ukryty wymiar napisany przez Stanisława Szwasta (recenzja). Uwielbiam poczucie humoru autora, a dzięki sylwetkom bohaterów, których powołał do życia żarty te stają się jeszcze śmieszniejsze, a akcje ciekawsze. Mam ukrytą nadzieję,  że pojawi się kiedyś drugi tom!



 Dramaty. Bohater/bohaterka, który/która jest kwintesencją drama queen.

Hmmmm… ciężko powiedzieć. Pierwszą osobą, o której pomyślałam jest Caroline z Pamiętników Wampirów (które to namiętnie ignoruje od jakichś trzech miesięcy). Niechlubnie utknęłam w pierwszym tomie drugiej księgi i wyjść z niego nie mogę. Ale to postać Caroline najbardziej mnie w tej serii irytuje. W serialu przekonałam się do niej dopiero pod koniec, tu jednak tego nie wróżę. Okropne dziewczę! Recenzję całej księgi znajdziecie tutaj.


Filmy animowane. Książka z rysunkiem/szkicem na okładce.

Piękne wydanie Fantastycznych zwierząt idealnie się tu wpasowuje! Ilustracje ma piękne nie tylko na okładce, środek również zachwyca. A fakt, że dostałam ją jako prezent od mojego chłopaka tylko dodaje jej uroku

Zobacz ponownie. Książka/seria, którą chcesz przeczytać jeszcze raz.

Z pewnością są to wymieniona już wcześniej seria Wybrani oraz Ukryty wymiar. Oczywiście zamierzam za niedługo zabrać się ponownie za Harry’ego Pottera – to kusi mnie najbardziej. Głównie przez to, że tę serię mogę czytać niezależnie od okoliczności, zawsze mnie wciągnie, a teraz przy nawale pracy, takie coś byłoby idealne ;)

 Dokumenty. Książka oparta na faktach, którą polecisz każdemu.

Każdemu, kto choćby trochę interesuje się muzyką i jej zakamarkami polecam autobiografię Scotta Iana I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax. Pomimo tego, że Anthrax jest zespołem thrash metalowym, który wojuje na scenie od wielu lat, to Scott działa poza nim na tylu płaszczyznach, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś dla siebie. Poza tym można się nieźle uśmiać, bo gość ma gadane. Recenzję znajdziecie tutaj.


 Akcja i przygoda. Książka pełna akcji i zwariowanych przygód.

Wybierz tu człowieku jedną taką… . Z pozoru niewinna Love & Luck, którą skończyłam niedawno (recenzja mam nadzieję pojawi się wkrótce), niby nie zapowiada się szaleńczo, ale przygoda goni tu przygodę, coraz to bardziej zwariowaną. Ciekawej akcji jest również pełno w książkach Ricka Riordana i Olgi Gromyko. Mroczny Tron również był napakowany ciekawymi wydarzeniami. Może polecicie coś od siebie? Z chęcią sprawdziłabym coś nowego.

Nowości. Nowo wydana (lub mająca mieć wkrótce swoją premierę) książka, której czytania nie możesz się doczekać.

Od dawna chcę zapoznać się z twórczością Jakuba Ćwieka i sama nie wiem, dlaczego tego jeszcze nie zrobiłam. Zacznę od Kłamcy, który po 13 latach doczekał się wznowienia (i został przez autora poprawiony). Seria zapowiada się ciekawie, uwielbiam takie motywy, a o Ćwieku słyszałam wiele dobrego. Chcę juuuuuuż!

Mam nadzieję, że coś Wam się tu spodobało, może odkryliście coś nowego. Jeśli blogujecie to zapraszam Was do wykonania tagu, z chęcią poczytam Wasze odpowiedzi!

sobota, września 08, 2018

Love & Gelato

Love & Gelato
Autor: Jenna Evans Welch
Tytuł oryginału: Love & Gelato
Tłumaczenie polskie: Donata Olejnik
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-7515-507-5
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 328


"A więc... włoskie gelato. Weźcie smakowitość zwykłych lodów, pomnóżcie przez milion i posypcie sproszkowanymi rogami jednorożców."

Przychodzę dzisiaj do Was po długiej nieobecności. Układanie sobie życia zajmuje niestety sporo czasu, którego później brakuje na czytanie. Jednak pomiędzy szukaniem pracy (w końcu znalazłam!), kolejną przeprowadzką i utrzymywaniem kontaktu z ludźmi, na których mi zależy, udało mi się znaleźć czas na przeczytanie Love & Gelato.

Jest to książka, której otrzymania się nie spodziewałam. Wydawnictwo Dolnośląskie zaskoczyło mnie egzemplarzem do recenzji. I to dosyć dawno temu. Przyznaję ze wstydem, że ciężko mi było zabrać się za pisanie. I to nie wcale przez to, że książka jest zła czy coś w tym guście. Wręcz przeciwnie, książka okazała się być świetna, rozumiem już skąd na booktubie* tyle pochlebnych recenzji. Po prostu nie mogłam należycie skupić się na pisaniu.

O czym tak w ogóle jest Love & Gelato?

Jest to historia szesnastoletniej Liny, która wyrusza w podróż do Włoch. Wcale nie z własnego wyboru, jedynie po to, by wypełnić życzenie umierającej mamy, która chciała by dziewczyna poznała w końcu swego ojca. Niestety jedyne czego pragnie Lina, to powrót do Stanów. Ciężko jej przystosować się do woli matki. Zupełnie niespodziewanie zostaje posiadaczką pamiętnika mamy, w którym ta opisała dokładnie swój pobyt w tym kraju podczas studiów. Lina zaczyna więc odkrywanie uroków Włoch oczami swojej mamy, a towarzyszy jej przy tym przystojny Ren. Wszystko co wiedziała i czego była pewna okazuje się wkrótce czymś kompletnie innym i tylko od niej zależy, jak dalej potoczy się jej historia.

Nawet nie wiem, od czego zacząć….

Może od bohaterów? Howard, rzeczony tatusiek to jeden z moich ulubionych bohaterów. Wyluzowany, pozytywnie zakręcony i odpowiedzialny facet, który nie boi się wyzwań. Nawet jeśli to Lina jest główną bohaterką, to postać Howarda wprowadziła tu tę idealną dozę poczucia humoru. Jego pomocnica Sonia również okazała się ciekawą postacią. Z chęcią dowiedziałabym się nieco więcej o tej dwójce.

Sama Lina jest taką bohaterką, której nie sposób nie lubić. Nie zachowuje się dziecinnie, jest rozważna i wie, czego chce. W chwili zwątpienia próbuje popatrzeć na swoje problemy z wielu stron tak, by znaleźć ten złoty środek. Jej relacja z Renem rozwija się naturalnie. Tworzą zgrany duet, a ich przygody tylko umacniają ich więź.

Fabuła tej historii jest dobrze przemyślana. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania. Akcja jest płynna i wciągająca, a tym co zrobiło na mnie największe wrażenie, jest oddanie klimatu Włoch. Przepiękne opisy krajobrazów, ale nie takie zamęczające człowieka tak, że zasypia od nadmiaru epitetów. Wszystko jest tu idealnie wywarzone, wzbudza ciekawość czytelnika i zachęca do dalszego czytania. Bardzo jestem ciekawa drugiej części tej książki, mam nadzieję, że jest równie dobra jak ta. Mimo tego, że książka wydaje się być jedynie romansem dla nastolatek, to jest czymś znacznie bardziej złożonym. To opowieść o stracie i radzeniu sobie w kompletnie nowej sytuacji, drodze do poznania siebie i tego, co naprawdę w życiu ważne. To także historia o tym, że nie tylko więzy krwi sprawiają, że jest się rodziną.

Podoba mi się ten lekki, niewymuszony styl pisania autorki. Tłumaczenie zachowało tę płynność i z tego też bardzo się cieszę. Okładka tej książki urzekła mnie od pierwszego ujrzenia. Jest w niej coś przyciągającego, a nie ma tu skomplikowanych grafik, zadowala estetycznie (przynajmniej mnie ;)). Jestem wielką fanką delikatnych zdobień przy początkowych stronach rozdziałów, dodaje to książce uroku.



Pokochałam ten włoski klimat, tak realny, wręcz namacalny. Czytając czułam się, jakbym to ja przechadzała się ulicami Florencji i zajadała gelato. Polecam Wam tę książkę, jeśli chcecie poczuć coś takiego. Wrażenia cudowne ;) Polecam ją także tym, których dopadł reading slump**. Albo takim, co szukają do poczytania czegoś szybkiego, przy czym wyrobią sobie mięśnie policzków, bo uśmiech w trakcie lektury gwarantowany ;)

"No i co z tego, że przypominałam jeża, który nażłopał się red bulla?"

"Ile może kosztować bilet na samolot? Więcej niż trzysta dolarów? Bo tyle zostało mi po naszym bliskim spotkaniu z hydrantem."

"Zapewne charczałam jak astmatyczny wilkołak."

"Włoska wersja oreo. Ugryzłam i od razu usłyszałam śpiewy anielskie. Czyżby włoskie jedzenie zostało posypane magicznym pyłem, dzięki czemu było o wiele smaczniejsze od amerykańskiego?"

"Uwielbiałam, kiedy ludzie, którzy naprawdę znali moją mamę, mi o niej opowiadali. To tak, jakbym na ułamek sekundy mogła potrzymać ją za rękę."

Czytaliście już Love & Gelato? Zamierzacie przeczytać, czy nie jesteście zainteresowani? A może czytacie teraz coś godnego polecenia? Dajcie znać w komentarzach ;)

Dziękuję:

Ocena z Goodreads – 4,11/5
Ocena z Lubimy Czytać – 7,59/10
Moje oceny 5/5 i 9/10

*booktube – książkowy YouTube
**reading slump – chwilowy brać chęci do czytania

niedziela, sierpnia 26, 2018

Super Laska. Skończ z dietetyczną recydywą

Super Laska. Skończ z dietetyczną recydywą

Autor: Anna Gruszczyńska
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-8129-174-3
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 226


Chcieliście kiedyś zrzucić parę kilo? Myślicie o tym, żeby zmienić się nie do poznania? Męczy Was ciągłe niezadowolenie z własnego wyglądu? Jeśli odpowiedź pozytywną uzyskało choćby jedno z tych pytań wiecie zapewne, że dokonanie czegoś takiego bez silnej woli i dobrego planu jest bardzo ciężkie. Czy jednak niemożliwe? Otóż nie! Ta książka może pomóc Wam w obraniu właściwej drogi do osiągnięcia tego celu w zdrowy i skuteczny sposób.
Osobiście nigdy nie chciałam pozbyć się zbędnych kilogramów. Wszystko przez to, że ze mnie okropny chudzielec i takie próby mogłyby przysporzyć jedynie problemów. Jednak w moim życiu jest wiele osób, które za cel postawiły sobie osiągnięcie określonej wagi czy też całkowitą metamorfozę, której głównym czynnikiem było schudnięcie.

Patrząc na ich zmagania niejednokrotnie zastanawiałam się, czy a) jest to naprawdę konieczne i b) musi być aż tak drastyczne? Być może (jako ta, która nigdy nie próbowała i nie musiała tego robić) nie powinnam się w tym temacie wypowiadać. Jednak widząc niekiedy wykańczające zmagania dziewczyn wokół mnie chcę opowiedzieć Wam nieco o książce, która, wydaje mi się, jest w stanie pomóc w ogarnięciu tematu zgubienia paru kilo w zdrowy sposób.

Dlaczego tak myślę?

Czytając ją, postanowiłam przyswoić treść w taki sposób, by znaleźć w niej coś dla siebie. Bo nawet jeśli jest to książka odnosząca się do diet i chudnięcia, zawiera także ogrom informacji, które okazały się przydatne i mnie.

Podobało mi się bardzo podejście autorki do tego tematu. Nie ma tu zachwalania zrzucania wagi i bycia szczupłym za wszelką cenę. Jest tu za to spokojne wytłumaczenie całego procesu i tego jak przeprowadzić go z głową, tak by nie zamęczyć siebie i zyskać na tym jak najwięcej.

Zgoda z własnym JA jest bardzo ważna niezależnie od wagi. W tej książce znajdziecie kilka ciekawych pomysłów odnośnie tego zagadnienia. Jest tu też sporo miejsca do zapisania odkrytych w treści lekcji życiowych. Co może być przydatne, jeśli jesteście jak ja i wszystko co ważne musicie od razu notować na najbliższym skrawku papieru, bo inaczej gubi się w Waszej pamięci ;)

Książka pomoże Wam również w śledzeniu jadłospisu poprzez tabelki zawierające tygodniowy rozpis, w którym dokładnie odnotować możecie co, gdzie, jak i kiedy.

Co dla mnie było najciekawsze, to przepisy na proste dania, do przygotowania w kilka minut. Niektóre z nich brzmią skomplikowanie jednak to tylko złudzenie, tak naprawdę może je przygotować nawet i ktoś, kto z gotowaniem dopiero zaczyna ;)

Czytając tę książkę miałam wrażenie jakbym rozmawiała z przyjaciółką. To sprawiło, że prościej było mi przyswoić niektóre z informacji. Bez skomplikowanej paplaniny, którą ciężko rozszyfrować o wiele lepiej jest spojrzeć na treść jako taki przyjaciółkowy poradnik o odchudzaniu, który w dodatku racjonalnie podchodzi do sprawy.

Jeśli jesteście zainteresowani tematem, ale nie wiecie jak zacząć albo chcecie zacząć tylko potrzebujecie jakiegoś czynnika motywującego zachęcam Was do przeczytania Super Laski. Zaręczam Wam, że znajdziecie tu coś dla siebie ;)

 Dziękuję portalowi Czytam Pierwszy za możliwość przeczytania tej książki.

Ocena z Goodreads - 3/5
Ocena z Lubimy Czytać - 7,05/10
Moje oceny - 3/5 i 6/10

poniedziałek, sierpnia 13, 2018

Gemina. Illuminae Folder_02

Gemina. Illuminae Folder_02

Autorzy: Amie Kaufman, Jay Kristoff
Tytuł oryginału: Gemina. The Illuminae Files_02
Tłumaczenie polskie: Mateusz Borowski
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-7515-507-5
Wydawnictwo: Moon Drive
Liczba stron: 631



Macie czasami tak, że ledwie dotkniecie książki już wiecie, że będzie to wasza kolejna ulubiona pozycja? Ciekawe uczucie, a jeszcze lepiej, jak okazuje się być prawdziwe. Rzadko kiedy zdarzało mi się coś takiego, jednak w przypadku Geminy od samego początku byłam pewna tego, że pokocham jej zawartość. Dlaczego?



Dużo do powiedzenia ma tu Illuminae, czyli pierwsza część trylogii Illuminae Files. Recenzję znajdziecie tutaj. Jej zakończenie rozwaliło mnie totalnie. Podziwiam się za to, że odczekałam cierpliwie tyle czasu do premiery kolejnego tomu. Przez to wszystko nie mogłam się doczekać końca akcji Moon Drive, a kiedy już otrzymałam przesyłkę popiszczałam sobie solidnie odpakowując Geminę z koperty ;)

Druga rzecz to zafascynowani książką zagraniczni blogerzy/booktuberzy. Widziałam i czytałam wiele opinii na jej temat, każda jedna tylko nakręcała mnie na nią, aż miałam ochotę zakupić oryginał. Choć wiem, że przeszkadzałoby mi okropnie to, że mam dwa tomy, każdy w innym języku. Dobrze, że nie musiałam tego robić ;)

I jak tu się nie zachwycać??

Seria ta ma w sobie wiele elementów, których zwykle unikałam. Akcja w przestrzeni kosmicznej? O matko! Statki kosmiczne? Mowy nie ma! Zaawansowana technologia, której ani trochę nie ogarniam? Za jakie grzechy! Unikałam science-fiction jak ognia. A robiłam to odkąd tylko zabrałam się porządnie za czytanie. Nie wiem, dlaczego tak było. Aż pewnego dnia pod wpływem impulsu postanowiłam dać szansę Illuminae, i cieszę się ogromnie, bo zakochałam się w niej na zabój! Na drugą część czekałam długo, ale jest ona nawet lepsza niż ta pierwsza.



O czym to w ogóle jest?

Stacja Heimdall przygotowuje się do obchodów Dnia Terry, córka kapitana Hanna Donnelly ma na ten dzień szczególne plany i nic nie może jej przeszkodzić w ich realizacji. Co jednak zrobi, gdy stację opanują wrogie oddziały BeiTechu? Brutalne wtargnięcie jednostek mających na celu zgładzenie zbliżających się na Hypatii ocalałych świadków ataku na Kerenzę nie może skończyć się dobrze. Kiedy jednak Hanna postanawia walczyć, nikt nie może jej zatrzymać. Pomaga jej Niklas Malikov, należący do rodzinnej organizacji przestępczej zwanej Domem Noży nastolatek i jego tajemnicza kuzynka. Czy superturbozgrane trio zdoła uratować mieszkańców stacji i pasażerów Hypatii?

W Geminie poznajemy wielu nowych bohaterów, co ani trochę nie przeszkadza w odbiorze historii (chodzi mi głównie o to, że nie byłam pewna czy zdołam się wczytać w ten tom przez tą całkowitą zmianę bohaterów, choć wiem, że jest to inna historia). Powiedziałabym nawet, że przez to jest ona wiarygodniejsza i ciekawsza. Dzięki innym perspektywom odkrywanie faktów o wcześniejszych zdarzeniach staje się bardziej interesujące. Bohaterowie, którzy powracają w tej części dojrzeli i zmienili nieco swoje postępowanie. Co najważniejsze jednak, nie zmienili się całkowicie, nadal są tymi samymi osobami, które polubiłam. Tej części zdecydowanie nie dopadła klątwa drugiego tomu, wręcz przeciwnie, jak dla mnie jest jeszcze ciekawsza niż pierwsza. Już nie mogę się doczekać finału! Oby Moon Drive wydał też i Obsidio ;)

Śledzimy tu losy stacji Heimdall, a wszystko dzieje się w cieniu wydarzeń z Illuminae. Akcja toczy się płynnie, było wiele momentów, po których musiałam zamknąć książkę i pomyśleć przez chwilę. I to lubię w książkach najbardziej, kiedy zmuszają do myślenia i analizy, albo wrzasku z frustracji (tak też było). Każde posunięcie bohaterów ma swoje późniejsze skutki, nic nie dzieje się na darmo. Nawet najmniej znaczący ruch odbije się na późniejszej sytuacji.

Świetnie został tu wytłumaczony tytuł książki, który wplata się w fabułę, jest jej integralną częścią. Końcowy plot twist ogromnie mnie zaskoczył. Uwielbiam, kiedy dzieje się coś, czego kompletnie się nie spodziewam, a tu było tak w stu procentach ;)

Autorzy po raz kolejny zachwycili mnie swoim poczuciem humoru. Kaufman i Kristoff to zgrany duet, ich dialogi mają w sobie tą idealną dawkę humoru, która sprawia, że frunę przez książkę nie patrząc na nic. Wszystkie technologiczne opisy, przy których zwykle wymiękam są tu tak ułożone, że nawet ja rozumiem o co chodzi i jak co działa. To zadziwia mnie niezmiernie, ale i cieszę się z tego bardzo, bo nie ma nic gorszego niż czytanie bez rozumienia treści. 

Zachwycające są również idealnie dopracowane detale książki. Wydanie jest przepiękne, uwielbiam ten odcień niebieskiego. Każda grafika jest tu dopasowana do całości, czytając tę książkę miałam wrażenie jakbym rzeczywiście przekopywała się przez folder z archiwum tajnej organizacji. Ogromnie spodobał mi się układ przedstawiający zdjęcia najeźdźców oraz te wstawki z pamiętnika Hanny. Nie mam niestety jak Wam tego pokazać, bo ja jestem w Krakowie a książka została w domu ;/ Uwierzcie mi na słowo, jest bosko!


Na uznanie zasługuje tłumacz, który wykonał świetną robotę zachowując wszystko, co potrzebne tej historii. Dialogi są płynne, nie ma tu błędów, a wszystko układa się w idealną całość. Uwielbienia ślę również wszystkim z Moon Drive, którzy zapragnęli wydać tę książkę w takiej wersji, jak oryginał. Całość wygląda nieziemsko! Szop napracował się niesamowicie (i jak tu nie kochać Szopa??)!

Jeśli więc nie jesteście fanami science-fiction, jeśli czytacie to i myślicie, że Gemina nie jest dla Was, zatrzymajcie się na chwilę! Bo przejść Wam może koło nosa niesamowita przygoda, jaką jest ta książka. Warto dać tej serii szansę, bo i czyta się ją szybko przez format w jakim jest napisana (raporty, zapisy z kamer, wpisy z pamiętnika, itp.) i sama historia wciąga tak, że skarpetki spadają!

Ocena z Goodreads – 4,55/5
Ocena z Lubimy Czytać – 8,68/10
Moja ocena – 5/5 i 10/10

czwartek, sierpnia 02, 2018

I'm the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax

I'm the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax

Autorzy: Scott Ian, Jon Wiederhorn
Tytuł oryginału: I’m the Man. The Story of that Guy from Anthrax
Tłumaczenie polskie: Robert Filipowski
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-64373-31-2
Wydawnictwo: In Rock
Liczba stron: 412


Bywa czasami i tak, że czytać nie ma kiedy. I nawet jeśli nadarza się okazja, by z książką usiąść, człowiek nie ma zwyczajnie ochoty. To przytrafiło mi się po skończeniu Bogini niewiary. Książka dała mi do myślenia i zostawiła z bałaganem w głowie, przez który nie mogłam zabrać się porządnie za I'm the Man. W końcu jednak czar udało się przerwać i książkę skończyć (jeeeej!).

Scott Ian to jeden z założycieli grupy metalowej Anthrax. Osoba, która dla pasji jest w stanie poświęcić wszystko. Całe swoje życie oddał muzyce. Kiedy jako młody chłopak zapatrzony w twórczość KISS postanowił grać dla ludzi nie przypuszczał, że droga do sławy będzie tak zawiła i skomplikowana. Jednak jak wiadomo, na dobre rzeczy trzeba czasami dłużej poczekać, tak więc każda poświęcona zespołowi chwila, każdy wydany na sprzęt dolar opłaciły się i to stokrotnie. Cieszę się, że postanowił tę wyboistą drogę w końcu opisać i wydać.

Jestem wielką fanką metalu (w sumie ciężko nie zauważyć). Na dodatek uwielbiam oglądać wszelkiej maści dokumenty mówiące o początkach istnienia tej muzyki, o jej pionierach i największych osiągnięciach. Postać Scotta pojawia się w nich często. Gość potrafi z zapałem opowiadać o przeszłości i ma dar przyciągania. Mogę słuchać wszystkiego, co mówi, nawet jeśli byłaby to instrukcja obsługi radia.

Anthrax uznawany jest za jeden z zespołów Wielkiej Czwórki thrash metalu, w skład której wchodzą również Slayer, Megadeth i Metallica. Jest to muzyka ostra, pełna ciężkich riffów, szybkiej perkusji  i tekstów odnoszących się do polityki, życia codziennego i człowieczeństwa. Każdy z tych zespołów na przestrzeni lat wytworzył swój styl grania. W każdym z nich spotkamy legendy metalowego świata. Ale jak dla mnie to Anthrax jest tym najciekawszym. To oni stworzyli podwaliny nu metalu inspirując młodsze pokolenie do tworzenia historii, swoimi niekonwencjonalnymi współpracami otworzyli drzwi dla zupełnie nowych brzmień, których nie bali się promować nawet wtedy, gdy fani nie byli zachwyceni.

Scott wierzył w to, co robi i robił to dobrze. Przez to, że jest osobą łatwo nawiązującą znajomości, w ciągu swojej muzycznej kariery miał styczność z wieloma osobistościami, z którymi się zaprzyjaźnił. Historia o tym, jak poznał Lemmy’ego rozwaliła mnie totalnie. Takie jaja tylko z tym duetem! Co podoba mi się najbardziej, to te wszystkie przyjaźnie zawarte jeszcze w latach 80., które utrzymały się do dziś. Niektóre z przeżyć sprawiają, że ludzie nawiązują niezniszczalne więzi, a tworzenie kawałka zajebistej historii zdecydowanie jest jednym z nich.

Jako dzieciak, Ian nie miał łatwo, ale to nie zabiło w nim optymizmu i pozytywnego myślenia. To pomogło mu później w utrzymaniu zespołu i podniesieniu się po porażkach, których w ciągu kariery zdarzyło się kilka.

Historie muzyków mogą nieraz przynudzać, jednak historie muzyków pisane przez muzyków mogą być bardzo ciekawymi pozycjami. Co zdecydowanie pomogło tej, to okładka identyczna, jak ta w oryginale i wewnętrzna szata graficzna. Książki wydane przez In Rock mają to do siebie, że dobrze mi się je czyta dzięki czcionce i strategicznemu umieszczeniu wklejek ze zdjęciami. Tu pod tym względem jest wręcz idealnie. Natrafiłam nawet na moje ukochane zdjęcie Scotta z Dimebagiem 💗


Na duże uznanie zasługuje Pan Robert Filipowski. Bardzo chciałam przeczytać tę książkę w oryginale, niestety nic z tego nie wyszło, a przyznam szczerze obawiałam się nieco czytania tłumaczenia, bo wiadomo na co to można czasami natrafić. W przypadku I’m the Man jednak moje obawy się nie potwierdziły. Wszystko tu było dopięte na ostatni guzik i płynne. Czytało mi się dobrze, uśmiałam się niejednokrotnie i nie zauważyłam po drodze nic podejrzanego, co tę przyjemność by zepsuło :)

I choć zeszło mi z nią długo, to nie żałuję ani chwili. Jest to książka, którą pokochałam od samego początku i dzięki temu tempu mogłam się skupić na tym, co czytam, najzwyczajniej wchłonąć wszystkie podane przez autorów informacje, a tych było sporo. O niektórych już sporo wiedziałam, ale co ucieszyło mnie najbardziej, dowiedziałam się także ogromu nowych rzeczy nie tylko o życiu Scotta, lecz i o scenie thrash metalowej, a tego nigdy za wiele!

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to książka dla osób, które albo znają zespół, lubią ten typ muzyki i chcą poznać trochę jego historii albo po prostu lubią Scotta. Jednak, nawet jeśli nie należycie do żadnej z nich, śmiało możecie dać jej szansę. Jest to ciekawie opisany kawałek historii, gdzie splatają się różne style, osoby i sytuacje, które zaciekawić mogą każdego.

„Nie zająłem się muzyką, żeby zaliczać cipki. Zająłem się nią dla samej muzyki.”

„Chciałem wyzwań, chciałem konfrontacji i wszystkiego, co jest potrzebne, kiedy stoisz na scenie, a światła skierowane są na ciebie. Tu nie ma miejsca na strach.”

„Metallica miała zupełnie inną dynamikę. Jej muzyka była na tyle mocna, że trzymała się kupy, nawet gdy członkowie grupy byli schlani.”

„Żeby tworzyć powalające kawałki, nie potrzebowaliśmy amfetaminy ani koki; lecieliśmy na haju naszych doświadczeń grania z zespołami, które szanowaliśmy i tworzenia muzyki, którą kochaliśmy.”

„Zawsze chciałem budować mosty, niszczyć bariery i otwierać ludziom głowy na nowe pomysły oraz brzmienia.”

Ocena z Goodreads – 4,11/5
Ocena z Lubimy Czytać – 7,55/10
Moje oceny – 5/5 i 9/10

Copyright © 2016 Myshelf and Books , Blogger