środa, listopada 06, 2019

Ostatni horyzont

Ostatni horyzont
 Autor: Jarek Tomszak
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-947567-7-1
Wydawnictwo: AlterNatywne
Liczba stron: 168

Mam tę książkę bardzo długo, ale dopiero teraz mogę usiąść do napisania tej opinii, za co przepraszam, ale czasami tak już jest. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. 

Książka Ostatni horyzont, to zbiór opowiadań science fiction autorstwa Jarka Tomszaka
Po cudownym Ukrytym Wymiarze Stanisława Szwasta, byłam pozytywnie nastawiona do kolejnej pozycji z tego gatunku publikowanej przez AlterNatywne. Wydana rok temu kolekcja zawiera w sobie 10 historii, które nie są ze sobą powiązane. Każda to inny świat, inne poszukiwania i problemy, z jakimi przyszło się zmierzyć ludzkości. Wszystkie natomiast łączy dawka intrygi, przez którą człowiek wciąga się w czytanie nawet wtedy, kiedy kompletnie nie wie, o czym czyta. Przyznaję, że miałam takie momenty. Science fiction pociąga za sobą słownictwo, często naukowe i skomplikowane. A ja, jak się okazuje, nie jestem na tyle ogarnięta 😅 Mimo tego, że miałam momenty zwątpienia nie mogę narzekać, bo lektura była ciekawa. To nie wina książki, tylko mój ograniczony terminologicznie umysł. Historie są zbyt krótkie, żeby rozwodzić się tu nad fabułami, co mogłoby skończyć się niechcący paskudnymi spojlerami. Nie ma co psuć sobie zabawy :) Co musicie wiedzieć to to, że mamy tu nie tylko kosmos i walkę o przetrwanie, ale także problemy ludzkie, które często trapią zwykłego ziemskiego człowieczka. Przy jednym aż parsknęłam śmiechem, bo, historyjka króciutka, a zawarła w sobie więcej, niż niektóre z tomiszczy liczących ponad 1000 stron.

Tytułowe opowiadanie, serwowane nam jako ostatnie, nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, na jakie liczyłam. Ot, kolejna historia. Wśród tych dziesięciu są cztery, które błyskawicznie mnie pochłonęły. Te, od których zaczynamy, jakby pomogły mi wciągnąć się w dalszą lekturę. Nie mówię tego, żeby robić zadymę. Jestem przekonana, że znajdą się inni czytelnicy, którzy myślą zupełnie odwrotnie, albo po prostu uwielbiają całą książkę i każdą z opowieści. 

Prosty styl autora, bez zbędnych wykwintnych i kwiecistych wtrąceń był bardzo pomocny i dobrze się spisał, bo nie wyobrażam sobie mordęgi, jaką byłaby konieczność rozszyfrowywania samego opisu sytuacji wraz z tymi wszystkimi naukowymi terminami. Nie doszukałam się tu żadnych błędów, całość spójna i dopracowana. Okłada również ma w sobie to coś. Od razu widać, że mamy do czynienia z science fiction i od razu widać też, że ktoś bardzo się postarał, żeby to ładnie wyglądało. Niby nie powinno się oceniać po okładkach, ale niech mi ktoś powie prosto w twarz, że nie lubi sobie na ładne popatrzeć ;) 

Tak na sam koniec, cieszę się, że mogłam tę książkę przeczytać. Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz. To, że go dostałam nie wpływa na moją opinię. Jako, że jest to zbiór opowiadań, każde z nich odebrałam inaczej, cztery wcześniej wspomniane bardzo mi się podobały, przez dwa ledwo mogłam przebrnąć, a reszta była zwyczajnie ok. I nie, nie znaczy to, że autor jest do kitu. Znaczy to tylko, że każdy odbiera tekst inaczej i te dwa opowiadania, które dla mnie są ble, dla innego mogą stać się ulubionymi ;)

Lubicie czytać zbiory opowiadań? A może jesteście fanami science fiction i macie swoich ulubieńców? Chętnie odkryłabym jakieś nowe perełki, więc jeśli macie jakieś propozycje, piszcie śmiało!

Ocena z lubimyczytać.pl - 8/10
Moja ocena - 6/10

środa, czerwca 19, 2019

O dziewczynce bez daru

O dziewczynce bez daru


Autor: Agata Fąs
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-947567-6-5
Wydawnictwo: AlterNatywne
Liczba stron: 58


O dziewczynce bez daru autorstwa Agaty Fąs otrzymałam jakiś czas temu od wydawnictwa AlterNatywnego (dziękuję im ogromnie za cierpliwość i wyrozumiałość). W końcu udało mi się tę książeczkę przeczytać, a mimo małej ilości stron, lektura wcale nie była nieciekawa.

Poznajemy w niej Nali, mieszkankę Miasta Wybrańców, w którym każdy obdarzony jest jakimś szczególnym talentem. Okazuje się jednak, że dziewczynka takiego nie posiada. To właśnie zmusza ją do rozpoczęcia przygody, podczas której ma nadzieję odnaleźć dar i na nowo zamieszkać w ukochanym mieście ze swoimi rodzicami. W trakcie wyprawy trafia do lasu, gdzie z pomocą tajemniczych istot powoli odnajduje siebie i to, co okazuje się być jej przeznaczonym talentem.

Jako, że jestem osobą dorosłą (w papierach znaczy się, bo tak naprawdę to czuję się jak dziecko…) książeczka ta była dla mnie krótkim przerywnikiem od innych lektur. Jednak muszę przyznać sama przed sobą, że w pewnym momencie czytania kompletnie zatraciłam się w przygodach tej małej dziewczynki i nie miałabym nic przeciwko większej objętości książki. Z chęcią poczytałabym rozbudowane opisy świata, historie jej mieszkańców i ciekawych stworzeń zamieszkujących las. Bardzo podobały mi się również ilustracje, które możemy w niej napotkać. Żywe kolory przyciągają uwagę.

Jestem nauczycielką przedszkola, postanowiłam więc przeprowadzić mały eksperyment i pewnego razu przeczytałam tę bajkę moim dzieciuszkom. Dziewczynkom bardzo podobała się główna bohaterka, a w szczególności jej niebieska sukienka i to, że zwierzęta potrafiły mówić. Chłopcy natomiast bardziej zainteresowali się lasem i jego tajemnicami. Wszyscy jednak z uwagą wysłuchali historii i dzięki niej nauczyli się, że nie można poddawać się szukając swoich mocnych stron i warto być sobą niezależnie od okoliczności w jakich się znajdziemy, uprzejmość jest bardzo ważna i należy o niej pamiętać, a kiedy za rogiem czeka przygoda warto skorzystać z okazji i wyruszyć w drogę, bo można się wtedy dużo dowiedzieć o sobie i innych rzeczach (są to autentyczne przemyślenia pięciolatków zgrabnie ubrane w zdanie 😉).

Nawet jeśli wydaje się Wam, że takie krótkie nie wiadomo co, z obrazkami w dodatku, nie jest dla Was to choćby dla draki weźcie to do ręki i zacznijcie czytać. Może się okazać, że lektura jest ciekawa, a zawsze warto mieć pod ręką książki dla dzieci, które można komuś sprezentować. Tak, jestem tą ciocią, która rozdaje książki w prezencie, ale dzięki temu wspomagam rozwój czytelnictwa 😉 (I rozwój sprawności manualnych także, bo zawsze znajdzie się dzieciaczek lubiący odgłos dartego papieru).

Ocena z Goodreads: 4,5/5
Ocena z Lubimy Czytać: 8,86/10
Moje oceny: 4/5 i 8/10



poniedziałek, stycznia 28, 2019

Żegnając 2018, czyli o tym, jak poległam w boju

Żegnając 2018, czyli o tym, jak poległam w boju

Nie ma to jak zaplanować sobie cały czytelniczy rok, podjąć się przeczytania 52 książek, wybrać stos posiadanych tomiszczy, by to wyzwanie wypełnić, a później pozbyć się większości tychże książek i z całego stosiska przeczytać jedynie 3…




Tak, tak właśnie prezentuje się podsumowanie 2018 roku, jeśli o moje czytanie chodzi. Śmieszy mnie to trochę, bo jednak sporo zaplanowałam, jednak nie dobijam się faktem, że z tych planów praktycznie nic nie wyszło. Dotarło do mnie w pewnym momencie, że wolę czytać takie książki, które naprawdę chcę przeczytać, a nie dręczyć się czymś, co w ogóle mi się nie podoba tylko przez to, że kiedyś tam, dawno temu zakupiłam owe coś na promocji i kiśnie mi na półce, że aż szkoda.

Rok 2018 był bardzo skomplikowany. To prawda, zaczął się od czytania (w przyzwoitych ilościach), jednak później przyszedł czas przeprowadzki do nowego miejsca, szukania pracy i adaptacji w nowym środowisku, bo zmiana ta była jednak ogromna. Przez to wszystko pozbyłam się praktycznie połowy posiadanych książek, ze sobą do Krakowa (bo tu obecnie pomieszkuję) zabrałam jedynie 6 książek. Marie Kondo byłaby ze mnie dumna!

2018 był rokiem nowych wyzwań osobistych, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Dzięki mojemu blogowaniu i pomocnej przyjaciółce poznałam cudownego człowieka, bez którego podczas tych złych chwil z pewnością bym sobie nie poradziła.

Mój zapał do czytania opadł tak drastycznie, że w styczniu tego roku przeczytałam dopiero jedną książkę. Była to jednak mega ciekawa pozycja, autorki, którą uwielbiam, więc cieszę się, że 2019 zaczęłam w dobrym stylu. Plan na te cudne 12 miesięcy obejmuje tylko 24 książki. Koniec z przytłaczaniem się wymogiem czytania na ilość, która obecnie jest dla mnie nieosiągalna.

Praca wymaga ode mnie codziennego przygotowania, a kiedy już z niej wracam mam totalnie dosyć wszystkiego i rzadko kiedy robię cokolwiek innego poza słuchaniem muzyki albo oglądaniem Netflixa czy YouTube. Zima to idealna pora roku na nadrabianie zaległości czytelniczych, ale w moim wypadku coś poszło nie tak. Źle mi jednak z tym, że tak mało czytam, dlatego też postanowiłam poświęcać choćby pół godziny dziennie na lekturę, czy to książki fizycznej, czy też audiobooka lub ebooka. Mam nadzieję, że to w jakimś stopniu pomoże mi pozbyć się tego gigantycznego czytelniczego zatwardzenia 😏


Przez to całe zamieszanie przestałam chwalić się nowymi zdobyczami, podsumowywać kolejne miesiące i ogólnie pisać recenzje. To też pragnę w tym roku zmienić. Nawet jeśli oznacza to pisanie po jednej recenzji na miesiąc, od czegoś trzeba w końcu zacząć. Bo prawda jest taka, że czuję się jakbym zaczynała blogowanie od nowa. Oby tylko wyszło na dobre.


Za mną Sekret, którego nie zdradzę Tess Gerritsen, a przede mną O dziewczynce bez daru autorstwa Agaty Fąs, książeczka dla dzieci, którą dostałam od wydawnictwa AlterNatywnego. Przyjęłam również propozycję współpracy od Pana Tymińskiego i jego książkę o tytule Lwowski Ptak mam w planach na najbliższe tygodnie. Do napisania mam kilka zaległych recenzji (aż dwie), a chodzi tu o książki Love & Luck oraz Pewna pani z telewizji. 





Módlmy się o motywację do pisania i czytania oraz o to, żebym nie zwariowała od nadmiaru rzeczy do zrobienia.

Koncertowo ten rok zapowiada się cudownie. Ledwo się zaczął, a już czekają na mnie trzy bilety. Jeden kupiony dla hecy, sama nie wiem dlaczego, dwa kolejne długo wyczekiwane. 2018 to zdecydowany rok Judas Priest, ten będzie bardziej zróżnicowany, bo zacznę z przytupem od Enrique Iglesiasa….., później poprawię Godsmackiem, a na koniec przypieczętuję Bon Jovi. Chociaż bądźmy szczerzy, pewnie ze dwa dokupię… Swoją drogą ogłaszanie koncertów tylu artystów i zespołów w jednym roku powinno być zabronione!

Jak Wy rozpoczęliście ten nowy rok? Macie jakieś szczególne plany do zrealizowania, czy płyniecie z prądem? Co czytacie? 
Jestem ciekawa wszystkiego, bo dawno nie dane nam było tak po prostu pogadać 😁

niedziela, listopada 18, 2018

Netflix Book Tag

Netflix Book Tag

Po ogromnie długiej przerwie wracam do Was z tagiem, który wydał mi się ciekawy. Stworzyła go Whitney z kanału A Darker Shade of Whitney.

Oglądam na Netfliksie seriale i filmy niemal codziennie, pomyślałam więc, że odpowiedzi na te pytania będą proste do napisania. A znalazło się kilka takich, nad którymi musiałam jednak pomyśleć dłużej ;)

Ostatnio oglądane. Ostatnia książka, którą przeczytałaś.

Odkąd zaczęłam pracę w przedszkolu czytam głównie książeczki dla dzieci typu Franklin i Skarb Jeziora albo Zuzia idzie do fryzjera, bo na czytanie dla relaksu ciężko mi znaleźć i czas i chęci. Zgodnie z tym, co pokazuje mój Goodreads ostatnią przeczytaną przeze mnie (pełnoprawną) książką jest Mroczny Tron autorstwa Kendare Blake.


            Polecane dla ciebie. Książka/książki, które były ci polecone na podstawie tych, które czytałaś wcześniej.

Mam wrażenie, że takich jest od groma. Jedną z nich jest seria o Harper Connelly napisana przez Charlaine Harris. Do przeczytania został mi ostatni tom i już nie mogę się tego doczekać. Choć momentami mam dość głównej bohaterki, to i tak chcę do niej wrócić i dowiedzieć się, jak kończy się ta historia.


Niedawno dodane. Ostatnia kupiona przez ciebie książka.

Najnowszymi nabytkami mojej kolekcji są cztery pięknie prezentujące się książki Wydawnictwa Znak, które udało mi się zakupić na promocji za cudownie niską kwotę :). Trzy tomy serii Wybrani, które przeczytałam jakiś czas temu (ale mam ochotę do nich powrócić) i całkowita nowość w mojej biblioteczce, czyli Dni ostatnich szans. Do nich dołączyła także Piąta pora roku, którą recenzowałam tu kiedyś dzięki portalowi Czytam Pierwszy (recenzja). Czytałam ją na laptopie, po czym doszłam do wniosku, że chcę to zrobić jeszcze raz, tym razem w wersji tradycyjnej, żeby móc zaznaczyć ulubione momenty i cytaty.

Popularne w serwisie Netflix. Książka, o której wie/powinien wiedzieć każdy.

Myślę, że Children of Blood and Bone nadaje się tu idealnie. Niestety zmuszona byłam przerwać jej czytanie i teraz będę musiała pewnie zacząć jeszcze raz od początku, bo akcji nie pamiętam praktycznie w ogóle. Drugą taką jest według mnie Moxie – książka z ciekawym przesłaniem i wciągającą, przyjemną fabułą (muszę w końcu zakupić polskie wydanie). Jej recenzję możecie przeczytać tutaj.


Komedie. Zabawna książka.

Wśród ostatnich czytanych przeze mnie książek jest jedna, której lektura zapadła mi w pamięć właśnie przez te zabawne elementy. A jest to oczywiście Ukryty wymiar napisany przez Stanisława Szwasta (recenzja). Uwielbiam poczucie humoru autora, a dzięki sylwetkom bohaterów, których powołał do życia żarty te stają się jeszcze śmieszniejsze, a akcje ciekawsze. Mam ukrytą nadzieję,  że pojawi się kiedyś drugi tom!



 Dramaty. Bohater/bohaterka, który/która jest kwintesencją drama queen.

Hmmmm… ciężko powiedzieć. Pierwszą osobą, o której pomyślałam jest Caroline z Pamiętników Wampirów (które to namiętnie ignoruje od jakichś trzech miesięcy). Niechlubnie utknęłam w pierwszym tomie drugiej księgi i wyjść z niego nie mogę. Ale to postać Caroline najbardziej mnie w tej serii irytuje. W serialu przekonałam się do niej dopiero pod koniec, tu jednak tego nie wróżę. Okropne dziewczę! Recenzję całej księgi znajdziecie tutaj.


Filmy animowane. Książka z rysunkiem/szkicem na okładce.

Piękne wydanie Fantastycznych zwierząt idealnie się tu wpasowuje! Ilustracje ma piękne nie tylko na okładce, środek również zachwyca. A fakt, że dostałam ją jako prezent od mojego chłopaka tylko dodaje jej uroku

Zobacz ponownie. Książka/seria, którą chcesz przeczytać jeszcze raz.

Z pewnością są to wymieniona już wcześniej seria Wybrani oraz Ukryty wymiar. Oczywiście zamierzam za niedługo zabrać się ponownie za Harry’ego Pottera – to kusi mnie najbardziej. Głównie przez to, że tę serię mogę czytać niezależnie od okoliczności, zawsze mnie wciągnie, a teraz przy nawale pracy, takie coś byłoby idealne ;)

 Dokumenty. Książka oparta na faktach, którą polecisz każdemu.

Każdemu, kto choćby trochę interesuje się muzyką i jej zakamarkami polecam autobiografię Scotta Iana I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax. Pomimo tego, że Anthrax jest zespołem thrash metalowym, który wojuje na scenie od wielu lat, to Scott działa poza nim na tylu płaszczyznach, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś dla siebie. Poza tym można się nieźle uśmiać, bo gość ma gadane. Recenzję znajdziecie tutaj.


 Akcja i przygoda. Książka pełna akcji i zwariowanych przygód.

Wybierz tu człowieku jedną taką… . Z pozoru niewinna Love & Luck, którą skończyłam niedawno (recenzja mam nadzieję pojawi się wkrótce), niby nie zapowiada się szaleńczo, ale przygoda goni tu przygodę, coraz to bardziej zwariowaną. Ciekawej akcji jest również pełno w książkach Ricka Riordana i Olgi Gromyko. Mroczny Tron również był napakowany ciekawymi wydarzeniami. Może polecicie coś od siebie? Z chęcią sprawdziłabym coś nowego.

Nowości. Nowo wydana (lub mająca mieć wkrótce swoją premierę) książka, której czytania nie możesz się doczekać.

Od dawna chcę zapoznać się z twórczością Jakuba Ćwieka i sama nie wiem, dlaczego tego jeszcze nie zrobiłam. Zacznę od Kłamcy, który po 13 latach doczekał się wznowienia (i został przez autora poprawiony). Seria zapowiada się ciekawie, uwielbiam takie motywy, a o Ćwieku słyszałam wiele dobrego. Chcę juuuuuuż!

Mam nadzieję, że coś Wam się tu spodobało, może odkryliście coś nowego. Jeśli blogujecie to zapraszam Was do wykonania tagu, z chęcią poczytam Wasze odpowiedzi!

sobota, września 08, 2018

Love & Gelato

Love & Gelato
Autor: Jenna Evans Welch
Tytuł oryginału: Love & Gelato
Tłumaczenie polskie: Donata Olejnik
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-7515-507-5
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 328


"A więc... włoskie gelato. Weźcie smakowitość zwykłych lodów, pomnóżcie przez milion i posypcie sproszkowanymi rogami jednorożców."

Przychodzę dzisiaj do Was po długiej nieobecności. Układanie sobie życia zajmuje niestety sporo czasu, którego później brakuje na czytanie. Jednak pomiędzy szukaniem pracy (w końcu znalazłam!), kolejną przeprowadzką i utrzymywaniem kontaktu z ludźmi, na których mi zależy, udało mi się znaleźć czas na przeczytanie Love & Gelato.

Jest to książka, której otrzymania się nie spodziewałam. Wydawnictwo Dolnośląskie zaskoczyło mnie egzemplarzem do recenzji. I to dosyć dawno temu. Przyznaję ze wstydem, że ciężko mi było zabrać się za pisanie. I to nie wcale przez to, że książka jest zła czy coś w tym guście. Wręcz przeciwnie, książka okazała się być świetna, rozumiem już skąd na booktubie* tyle pochlebnych recenzji. Po prostu nie mogłam należycie skupić się na pisaniu.

O czym tak w ogóle jest Love & Gelato?

Jest to historia szesnastoletniej Liny, która wyrusza w podróż do Włoch. Wcale nie z własnego wyboru, jedynie po to, by wypełnić życzenie umierającej mamy, która chciała by dziewczyna poznała w końcu swego ojca. Niestety jedyne czego pragnie Lina, to powrót do Stanów. Ciężko jej przystosować się do woli matki. Zupełnie niespodziewanie zostaje posiadaczką pamiętnika mamy, w którym ta opisała dokładnie swój pobyt w tym kraju podczas studiów. Lina zaczyna więc odkrywanie uroków Włoch oczami swojej mamy, a towarzyszy jej przy tym przystojny Ren. Wszystko co wiedziała i czego była pewna okazuje się wkrótce czymś kompletnie innym i tylko od niej zależy, jak dalej potoczy się jej historia.

Nawet nie wiem, od czego zacząć….

Może od bohaterów? Howard, rzeczony tatusiek to jeden z moich ulubionych bohaterów. Wyluzowany, pozytywnie zakręcony i odpowiedzialny facet, który nie boi się wyzwań. Nawet jeśli to Lina jest główną bohaterką, to postać Howarda wprowadziła tu tę idealną dozę poczucia humoru. Jego pomocnica Sonia również okazała się ciekawą postacią. Z chęcią dowiedziałabym się nieco więcej o tej dwójce.

Sama Lina jest taką bohaterką, której nie sposób nie lubić. Nie zachowuje się dziecinnie, jest rozważna i wie, czego chce. W chwili zwątpienia próbuje popatrzeć na swoje problemy z wielu stron tak, by znaleźć ten złoty środek. Jej relacja z Renem rozwija się naturalnie. Tworzą zgrany duet, a ich przygody tylko umacniają ich więź.

Fabuła tej historii jest dobrze przemyślana. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania. Akcja jest płynna i wciągająca, a tym co zrobiło na mnie największe wrażenie, jest oddanie klimatu Włoch. Przepiękne opisy krajobrazów, ale nie takie zamęczające człowieka tak, że zasypia od nadmiaru epitetów. Wszystko jest tu idealnie wywarzone, wzbudza ciekawość czytelnika i zachęca do dalszego czytania. Bardzo jestem ciekawa drugiej części tej książki, mam nadzieję, że jest równie dobra jak ta. Mimo tego, że książka wydaje się być jedynie romansem dla nastolatek, to jest czymś znacznie bardziej złożonym. To opowieść o stracie i radzeniu sobie w kompletnie nowej sytuacji, drodze do poznania siebie i tego, co naprawdę w życiu ważne. To także historia o tym, że nie tylko więzy krwi sprawiają, że jest się rodziną.

Podoba mi się ten lekki, niewymuszony styl pisania autorki. Tłumaczenie zachowało tę płynność i z tego też bardzo się cieszę. Okładka tej książki urzekła mnie od pierwszego ujrzenia. Jest w niej coś przyciągającego, a nie ma tu skomplikowanych grafik, zadowala estetycznie (przynajmniej mnie ;)). Jestem wielką fanką delikatnych zdobień przy początkowych stronach rozdziałów, dodaje to książce uroku.



Pokochałam ten włoski klimat, tak realny, wręcz namacalny. Czytając czułam się, jakbym to ja przechadzała się ulicami Florencji i zajadała gelato. Polecam Wam tę książkę, jeśli chcecie poczuć coś takiego. Wrażenia cudowne ;) Polecam ją także tym, których dopadł reading slump**. Albo takim, co szukają do poczytania czegoś szybkiego, przy czym wyrobią sobie mięśnie policzków, bo uśmiech w trakcie lektury gwarantowany ;)

"No i co z tego, że przypominałam jeża, który nażłopał się red bulla?"

"Ile może kosztować bilet na samolot? Więcej niż trzysta dolarów? Bo tyle zostało mi po naszym bliskim spotkaniu z hydrantem."

"Zapewne charczałam jak astmatyczny wilkołak."

"Włoska wersja oreo. Ugryzłam i od razu usłyszałam śpiewy anielskie. Czyżby włoskie jedzenie zostało posypane magicznym pyłem, dzięki czemu było o wiele smaczniejsze od amerykańskiego?"

"Uwielbiałam, kiedy ludzie, którzy naprawdę znali moją mamę, mi o niej opowiadali. To tak, jakbym na ułamek sekundy mogła potrzymać ją za rękę."

Czytaliście już Love & Gelato? Zamierzacie przeczytać, czy nie jesteście zainteresowani? A może czytacie teraz coś godnego polecenia? Dajcie znać w komentarzach ;)

Dziękuję:

Ocena z Goodreads – 4,11/5
Ocena z Lubimy Czytać – 7,59/10
Moje oceny 5/5 i 9/10

*booktube – książkowy YouTube
**reading slump – chwilowy brać chęci do czytania
Copyright © 2016 Myshelf and Books , Blogger