wtorek, czerwca 02, 2020

O jeden krok za daleko [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

O jeden krok za daleko [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]
Tytuł: O jeden krok za daleko
Autor: Agata Suchocka
Data premiery: 23.06.2020
ISBN: 9788366481329
Wydawnictwo: Replika


Kiedy to po paru latach blogowania doczekasz się patronatu i nawet nie wiesz, co o nim napisać, bo historia jest tak złożona i wciągająca, że zabrała ci solidne dwa dni z życia i nadal siedzi w głowie, nie dając się zastąpić niczym innym. Cytując klasyka, jak do tego doszło nie wiem.... 



O jeden krok za daleko to podnosząca na duchu, momentami porządnie wkurzająca opowieść o życiu Ady. Zakochana w jeździectwie kobieta, po tragicznym wypadku traci możliwość realizacji marzeń i zmuszona jest wrócić do życia, z którego do tej pory próbowała uciec. Mieszkanie jest dla niej pewnego rodzaju obozem przetrwania, w którym codziennie walczy o namiastkę normalności. Wraz z córką, która traktuje ją jak powietrze i matką wiecznie krytykującą jej życiowe wybory próbują dojść do porozumienia. Sposobem Ady na  radzenie sobie z traumą i porażkami jest alkohol, ogromne ilości alkoholu. Codziennie odpływa w przyjemne zapomnienie, nie zważając na utyskiwania rodziny. Czy jest ktoś, kto będzie w stanie jej pomóc? 
Robert zmaga się z przeszłością. Codziennie próbuje pogodzić się z tym, co zburzyło całe jego dotychczasowe życie i zostawiło go pogrążonego w rozpaczy. Trauma z jaką się zmaga sprawia, że staje się oschły i nieprzystępny. Jest jednak zdeterminowany, by dotrzymać słowa. To sprowadza go do podupadłej stadniny, którą powoli przywraca do życia. Kim jest nieznajoma kobieta często spacerująca w pobliżu?
I najważniejsze... Czy miłość do koni będzie w stanie pomóc im obojgu? 

Od zawsze intrygowały mnie książki, których bohaterowie zmagają się z problemami, czy to alkoholizmu czy traumy po tragicznym wydarzeniu, o którym dowiadujemy się w trakcie czytania. Ich droga do normalności pozwala uwierzyć w to, że wszystko jest możliwe. Taka tematyka nie zawsze jest jednak odpowiednia dla każdego. Osoby, które zetknęły się z podobnymi sytuacjami w prywatnym życiu może przytłoczyć ciężar takiej historii, dlatego też czytając zawsze uważnie szukam takich elementów i zastanawiam się, jak mogą one wpłynąć na innych. Ta książka to lektura bezpieczna, która opisuje w zgrabny, dosadny sposób problem, jednak jest to zrobione na tyle umiejętnie, że nie osacza czytelnika.

Autorka wie, jak manewrować językiem i dobierać słowa tak, by zaciekawić i nie zniechęcić. Doceniam to bardzo, bo ilość książek, z których zrezygnowałam ostatnimi czasy przez nie do końca opracowany tekst diametralnie wzrosła i bardzo smuci. 

Zadaniem książek obyczajowych jest oddanie rzeczywistości w jakiej przyszło żyć typowym osobnikom ludzkim i dla mnie ważne jest to, by w książce nie przedobrzać. Wszyscy są świadomi tego, jak wygląda życie w mieście czy na wsi i co wiąże się z tymi środowiskami. Autorka wiernie oddała realia życia w blokowiskach, widać, że wie o czym pisze i nie upiększa niczego. 

Adę trudno darzyć sympatią, jest zgorzkniała i uparta. Ma gdzieś uczucia innych i skupia się tylko na sobie. I chociaż ciężko jest kibicować bohaterce, którą ma się ochotę potrząsnąć i trzepnąć z liścia, to sprawia to, że łatwo zauważyć te małe zmiany na lepsze. Są to niby nic nie znaczące gesty, ale bardzo realnie oddają rzeczywistość takiej przemiany. 

Nie znajdziecie tu tragicznego przypadku insta love. Wszystko dzieje się według własnego tempa. Nie ma nic bardziej wkurzającego od związku, który rozpoczyna się już po pierwszej stronie, choć bohaterowie poznali się raptem w pierwszym zdaniu. 

Książka wyzwala klimat swojskości, co bardzo mi się podoba. Łatwiej dzięki temu wczuć się w rolę obserwatora historii. Są momenty, w których chce się popłakać, jest też nieco humoru, ale najważniejsze, że nie ma nudy. Autorka wyzwala w czytelniku emocje i sprawia, że nawet jeśli nienawidzi się głównej bohaterki to chce się jej współczuć. 

Tajemniczość Roberta dodaje fabule smaczku, a powoli dawkowane wydarzenia z jego przeszłości wzmagają zainteresowanie. Jest to postać będąca przeciwieństwem Ady, jednocześnie będąc jej odzwierciedleniem. Brzmi to nieco dziwacznie, ale tak to odbieram. 

Jak pisałam wcześniej, jest to książka bezpieczna. Nie tylko pod względem zawartej w niej problematyki. Nie znajdziecie tu dzikich scen, od których dostaniecie rumieńców (po takie odsyłam do Woła mnie ciemność - nie zawiedziecie się!). Tę książkę możecie z powodzeniem dać swoim dzieciom, ciociom, mamom, tatom i wszystkim innym chętnym. 

Świetnie spisze się też jako prezent. Piękne wydanie, dopracowana okładka sprawią, że będzie to podarunkowy strzał w dziesiątkę! Cieszę się, kiedy wydawnictwa dopieszczają każdy element wydawanej pozycji, w końcu człowiek skupiając się na nowościach szuka czegoś urzekającego, co ozdobi ich półki. Brawa dla grafika i całej ekipy 💖


Dziękuję za możliwość patronowania tej książce. Od przeczytania jej minęło trochę czasu, a ja nadal zastanawiam się nad problemami Ady i Roberta, co tylko dowodzi tego, że decyzja była właściwa.

Mam nadzieję, że skusicie się na O jeden krok za daleko i będziemy mogli podyskutować o fabule, czy to w komentarzach tutaj, czy na Facebooku bloga. Niech 23 czerwca będzie dniem szczęśliwym!💝


(Swoją drogą, gdyby ktoś wiedział, gdzie dostać taki kielich to byłabym wdzięczna za info!)

wtorek, maja 05, 2020

Las Na Granicy Światów [RECENZJA]

Las Na Granicy Światów [RECENZJA]

Autor: Holly Black
Tytuł oryginału: The Darkest Part of the Forest
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Rok wydania: 2020
Wydawnictwo: Jaguar
ISBN: 978-83-7686-881-3
Ilość stron: 400


Zastanawialiście się kiedyś, czy można być za starym na książki o elfach i walce dobra ze złem? Ja nigdy, bo książki jak dla mnie są podstawą życia, a dzięki tym czytanym w dzieciństwie mogę przenieść się do przeszłości i przypomnieć sobie te spokojne czasy, kiedy to przedkładałam czytanie horrorów, kryminałów i fantastyki ponad czytanie lektur.

Coś jednak w końcu zmusiło mnie do zastanowienia się na poważnie, czy aby na pewno wszystko ze mną w porządku, bo jak to ja, czytająca fantasy od lat, pochłaniająca literki nałogowo, od dziecka wielbiąca Aryę z Eragona nie mogę się wczytać w wychwalaną pod niebiosa książkę Holly Black? I to opisującą historię z elfami?? Kim jestem i co się ze mną dzieje!

Jednak to prawda, żeby przebrnąć przez tę książkę musiałam sporo się natrudzić i obiecać sobie oglądnięcie Shreka w nagrodę za ukończenie! I wiecie co? Pomogło. Shrek to the rescue!
Zacznijmy może w końcu na poważnie, czyli o czym w ogóle ta książka jest. Opis wydawcy wygląda następująco:

Miasteczko Fairfold to jedno z tych niewielu miejsc, w których magia nieznacznie przenika do naszej rzeczywistości. Od czasu do czasu ktoś znika bez śladu, ale takie wypadki zdarzają się najwyżej raz czy dwa razy w roku, no a poza tym dotyczą wyłącznie turystów.
Jednak tego roku z serca okolicznej puszczy wyłania się ponura groza. Odkąd ktoś strzaskał szklaną trumnę, w której spoczywał śpiący królewicz, apokaliptyczna bestia imieniem Rozpacz zagraża wszystkim mieszkańcom miasteczka. Pewna dziewczyna, o  imieniu Hazel, która znajduje niezwykły miecz, niezbyt dobrze pamięta, co robiła przez ostatnich pięć lat. Okazuje się, że musi czym prędzej przypomnieć sobie kilka istotnych faktów, dotyczących żelaza i marchewek… Czy zdoła? Jeśli  nie zdąży, miasteczko czeka zagłada smutniejsza niż śmierć…  Teraz jedyna nadzieja w Hazel, jej muzykalnym braciszku oraz w pewnym zabójczo przystojnym elfie.

Od razu przyznam, że książka ta nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia, nie padłam od jej cudowności. Była to nawet ciekawa historia, jednak trzeba dużo więcej, by mnie zauroczyć. Przechodząc do samej treści, docenić trzeba tu umiejętność tworzenia świetnego klimatu, takiej wręcz baśniowej legendy, w której człowiek odpływa w nieznane wraz z bohaterami. Holly Black od lat zachwyca swoimi zdolnościami, wie co trzeba, by wzbudzić zainteresowanie. Wie też, kiedy uderzyć z pełną mocą i wywrócić wszystko do góry nogami tak, by na końcu po dodatkowym zmieszaniu wszystko pięknie się ułożyło. Przez to właśnie chcę kiedyś przeczytać tę książkę w oryginale, może wtedy efekt WOW nastąpi.

Mimo tego, że Black radzi sobie niesamowicie ze światem powieści, z tekstami rzucanymi  w dialogach już niestety tak dobrze nie jest. Książka opublikowana oryginalnie w 2015 roku, a dialogi momentami jak z innej epoki. Ciężko było przez to przebrnąć, już miałam to rzucać w cholerę, bo myślałam, że nie dam rady. Przez to właśnie ukończenie jej stało pod znakiem zapytania. Nie wiem, czy jest to kwestia ogólna, tak po prostu jest i już. Czy wszystko przez tłumaczenie…. Mam ogromną nadzieję, że to ten pierwszy przypadek, bo wierzę, że tłumacz dał z siebie wszystko.

Bohaterowie są tu zróżnicowani, łatwo ich zapamiętać i zapałać do nich sympatią. I choć naprawdę polubiłam Hazel i Bena, to nie do końca dało się ich poznać tak, by zakochać się na zabój. Czytając książki fantastyczne lubię mieć przynajmniej jednego bohatera, który zostaje ze mną po wsze czasy, bo jest po prostu idealnie nieidealny i cudowny, jak Belgarath na przykład (jeśli nie czytaliście Belgariady to naprawdę polecam, spróbujcie!). Tu nikogo takiego nie znalazłam. Przewija się tu sporo postaci i tych dobrych i tych nie do końca, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja jestem albo za stara, albo zbyt wybredna. Ratowanie miasta w potrzasku to interesujący motyw, a jeśli dołożyć do tego bohaterkę zdeterminowaną i bojowo nastawioną mamy całkiem dobrą mieszankę wybuchową.
Dodatkowy plus za wplecenie wątku muzycznego daru, który bardzo mi się podobał. Muzyka sama w sobie to broń, która wyzwala w człowieku wiele emocji, od radości po rozpacz. Czytanie o niej było przyjemnością.

Sam przewodni motyw szklanej trumny i śpiącego wyposażonego w rogi przykuł moją uwagę i to przez niego zapałałam chęcią do przeczytania tej książki. Ta tajemniczość dodała magicznej atmosferze głębi, sprawiła, że ciekawość wzięła górę nad słowami typu „laska”, które okropnie mnie irytują…

Co do samej akcji, działo się tu sporo. Niektóre momenty naprawdę mnie wciągnęły, nie na długo jednak i przez to odkładając książkę nie czułam zbytnio motywacji do dalszego czytania. Ale nie ma tego, czego Shrek by nie naprawił i kiedy już dobrnęłam do końca byłam z siebie dumna. Dbanie o własne samopoczucie tez jest ważne 😊

Podsumowując, jeśli lubicie Holly Black to zdecydowanie polecam zajrzeć do tej książki. Jeśli zainteresował Was opis i z reguły podobają się Wam historie pełne elfów, magii i walki dobra ze złem dajcie jej szansę, być może okaże się odkryciem roku i stanie się Waszym ulubieńcem. Jeśli jednak zaczniecie ją czytać, i w którymś momencie zatrzymacie się bez zapału do dalszej kontynuacji, bo ciężko Wam się przebić to radzę od serca – zostawcie ją dla własnego spokoju duszy, albo przeczytajcie kiedy indziej, być może potrzeba Wam do tego odpowiedniego humoru.

Moja ocena: ⭐⭐⭐/⭐⭐⭐⭐⭐

Za możliwość przeczytania dziękuję:


poniedziałek, marca 30, 2020

Spadek Barbary Tryźnianki [RECENZJA]

Spadek Barbary Tryźnianki [RECENZJA]

Autor: Andrzej F. Paczkowski
Rok wydania: 2020
ISBN: 978-83-66425-36-1
Ilość stron: 244
Wydawnictwo: WasPos



Dzieją się czasami cuda i udaje mi się coś wygrać. Owym "cosiem" jest w tym przypadku książka Andrzeja F. Paczkowskiego, wydana przez WasPos. Konkurs organizowany był przez Olę z bloga Black Unicorn Presents, jeśli jeszcze u niej nie zawitaliście, zróbcie to koniecznie. Gwarantuje Wam, że znajdziecie coś dla siebie.

Po czytaniu fantastyki bardzo często sięgam po obyczajówki, żeby trochę uspokoić wytarmoszoną wyobraźnię. Taka jestem szalona 😂 Ale na swój sposób jest to bardzo pomocne. Szukałam czegoś lekkiego, z przewidywalną fabułą, co pomogłoby mi się zrelaksować. I ta właśnie książka jest do tego idealna! Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniami.

Zacznijmy może od tego, o czym ona tak w ogóle jest. Poznajemy rodzinę, w której konflikt pokoleniowy trwa w najlepsze. Pewnego dnia jednak umiera ojciec, który do tej pory zarządzał całym majątkiem (a było tego sporo). Trójka rodzeństwa doznaje szoku, kiedy to podczas odczytania testamentu okazuje się, że wszystko, co należało się im otrzymała Barbara Tryźnianka. Nikt nie słyszał nigdy o owej kobiecie, jednak rodzeństwo zamierza za wszelką cenę odnaleźć ją i odebrać to, co (ich zdaniem) im się należy. Czy sprawa będzie jednak tak prosta? I dlaczego to obca kobieta odpowiada za losy całego majątku? Czas ucieka, a tajemnic przybywa!

Nie jest to dokładny opis, który proponuje wydawca, wybaczcie. Zawiera jednak wszystko, co trzeba i sam w sobie bardzo przyciąga uwagę. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Historia rodzinna, w której główną rolę odgrywa spadek to gwarancja akcji i zawiłej historii. Czy jest ktoś, kto nigdy nie słyszał zagmatwanej opowieści o kłótniach, roszczeniach i wojnie między najbliższymi? I to tylko przez dobra materialne, które zmarły zostawił, bo jemu niepotrzebne, ale najwyraźniej przy podziale coś poszło nie tak, bo ludziom nie odpowiada, co kto dostał i wiecznie im mało?

Akcja Spadku Barbary Tryźnianki dzieje się na dawnej polskiej wsi, kiedy ważna była uczciwa, ciężka praca i pobożność. Ludzie kierowali się wartościami religijnymi i z dużym zaangażowaniem pielęgnowali tradycje przekazywane od wieków z pokolenia na pokolenie. Dużą rolę odgrywało również piękno polskiego krajobrazu, ta wdzięczność za urodzaj i oddanie, dzięki któremu ludzie mogli przeżyć z tego, co sami wyhodowali. Jest to zupełnie inny świat. Obecnie brak tego ducha tradycji, polskie wsie tak naprawdę przypominają coraz bardziej miasta, a tradycje od dawna zastępowane są powoli nowymi trendami. Dzięki zręczności autora przeniosłam się na chwilę do tego utraconego świata. Aż dziwnie było oderwać się od lektury i wrócić do rzeczywistości. Tego właśnie było mi trzeba w tamtym momencie i za to Panu bardzo dziękuję. Znalazłam też tu sporo fragmentów wartych zapamiętania, co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.



Może nie ma tu zwrotów akcji, szaleńczych dramatów i pościgów. Jest jednak ciągłość fabuły i dbałość o szczegóły. A dzięki temu nie ma mowy o nudzie. Jest to bardzo odprężająca książka, chociaż można i trochę się powkurzać. To, co wyprawiają tu dzieci pana Antoniego po jego śmierci jest nie do pomyślenia idiotyczne, ale ciężko nie pomyśleć, że takie coś z dużym prawdopodobieństwem dzieję się właśnie w czyimś domu. Ludzie w pogoni za majątkiem tracą czasami ostatnie resztki człowieczeństwa. Tok myślenia Joasi, Mateusza i Dominika to tragedia pomieszana z komedią, bo bycia takimi bucami nie da się inaczej określić. Pokazuje za to wyraźnie wady bohaterów, bez prób usprawiedliwiania ich. Dążeniom do odzyskania władzy nad majątkiem towarzyszą osobiste tragedie bohaterów, jednak przez to, jakimi ludźmi oni są, ciężko im współczuć. Wydaje się wręcz, że sobie na to zasłużyli. Są zdolni do wielu okrutnych akcji, czasami bezmyślnie dążąc do celu, niekiedy z premedytacją planując kolejne wydarzenia.

Polecam ją wszystkim, którzy chcą odprężyć się przy lekturze i poznać zakręcone losy rodziny jakich wiele, gdzie pieniądze i dobra materialne przejęły władzę nad rozumem. Wszystko w otoczeniu pięknie przedstawionej wsi z tamtych lat. Bardzo podobały mi się te opisy przyrody otaczającej bohaterów. Jeśli lubicie takie klimaty, to jest to książka idealna dla Was. 

Ocena: ⭐⭐⭐/5

wtorek, lutego 25, 2020

Woła mnie ciemność Book Tour [RECENZJA]

Woła mnie ciemność Book Tour [RECENZJA]

Autor: Agata Suchocka
Rok wydania: 2018
ISBN: 9788362577668
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Initium
Cykl: Daję Ci wieczność


Po raz drugi w swojej blogowej karierze biorę udział w book tourze, którego celem jest przeczytanie książki oraz pozostawienie po sobie śladu w wybrany przez uczestników i zaakceptowany przez organizatorów sposób. Książka, która przywędrowała do mnie niedawno nie jest mi obca. Wielokrotnie widywałam ją w księgarniach internetowych, wiele razy prawie ją kupiłam, jednak zawsze coś mnie przed tym zatrzymywało. Teraz wiem, że miałam ją przeczytać podczas tego wydarzenia. Atmosfera book touru zachęca do czytania, wręcz napędza do działania. Co jest cudowne samo w sobie, a jeszcze dla kogoś, kto od jakiegoś czasu nie może skupić się na książkach w ogóle, jest to wybawieniem 💗

Agata Suchocka to kobieta wszechstronna z wieloma zainteresowaniami. Dzięki temu wydarzeniu mogłam w końcu zapoznać się z jej twórczością i powiem to już teraz - jestem mile zaskoczona i z chęcią poznam resztę jej książek. Więcej o niej dowiecie się tutaj.

Zaczęłam lekturę pozytywnie nastawiona dzięki opiniom współorganizatorki akcji, czyli Oli z Black Unicorn Presents (link do jej bloga znajdziecie tutaj). I dzięki temu przy pierwszym posiedzeniu przebrnęłam przez sporą część rozpoczynając tym, że tak to ujmę, lekką obsesję na punkcie fabuły i tajemniczości bohaterów! To jak ta książka się zaczyna, sam prolog sprawia, że kartki przewracają się same, bo MUSIMY dowiedzieć się co, jak, kiedy, z kim i dlaczego. 

Armagnac Jardineux wykształcony z woli babki i matki z pewnego siebie młodzieńca staje się alkoholikiem bez przyszłości. Na jego drodze staje jednak postać tajemniczego lorda Huntingtona, który oferuje mu wszystko czego zapragnie,w zamian za grę na fortepianie. Wywołuje to u naszego bohatera sprzeczne uczucia, jednak daje się porwać obietnicom luksusu i sławy. Dzięki pomocy nieznajomego wraca do tego, co zabrała mu wojna i nieprzemyślane decyzje. Na nowo wkracza w życie wyższych sfer, a wszystko to przy zniewalających dźwiękach muzyki. Kiedy wszystko układa się po jego myśli, idealny obraz zaczyna psuć sprawa z przeszłości. Armagnac odkrywa, że osoba o tym samym imieniu, wyglądem przypominająca Edgara, pomogła również jego babce - Blanche Avoy. Jednak czy możliwe jest, by jego babka opisywała w notatniku tego samego mężczyznę? Oba wydarzenia dzieli przestrzeń wielu lat, a Armagnac jest zdeterminowany, by poznać rozwiązanie tej tajemnicy. 

To nie jest opis stricte z tyłu książki, nie chciałam go przepisywać w całości co mam nadzieję mi wybaczycie. Lekka doza tajemnicy przed rozpoczęciem czytania dodaje dreszczyku, wierzcie mi :) 

Zacznijmy może od bohaterów. Jest ich tu kilku i wszyscy są świetni! Dostali solidne życiorysy, o których dowiadujemy się z opowiadanych przez nich historii. A są one opowiadane tak, że aż chciałoby się więcej. Są wiarygodni, nie wyidealizowani. Mają swoje wady, z którymi starają się walczyć, mają i zalety, dzięki którym nie można się w nich nie zakochać. Jak pisałam bohaterów sztuk kilka, ale wszyscy tak od siebie różni, że aż przyjemnie się czyta! 

Dokładne opisy postaci i styl Autorki sprawiają, że łatwo wyobrazić sobie otoczenie, w jakim dzieje się akcja, to jak wyglądają bohaterowie, co myślą i czują. Lekkość opisu sytuacji sprawia, że przez tę książkę się frunie, nie trzeba zastanawiać się, co Autorka miała na myśli, to jest zrozumiałe (co kocham, bo nienawidzę, gdy tekst jest tak zawiły, że w końcu nie wiadomo już, co się czyta). Tempo akcji nie zwalnia, non stop coś się dzieje, a klimat rodem z angielskiego serialu grozy dodaje pikanterii całości. 

Dzięki temu czytając czułam się, jakbym była tam z bohaterami. Niewiele jest obecnie książek, które pozwoliły mi na jakiś czas zapomnieć kompletnie o otaczającym mnie świecie, a tej się to udało. Prawie jak trans. Cudownie tak wrócić do czegoś, co dawniej było codziennością. Brakuje mi właśnie tego pochłaniania książek tonami i odrywania się od rzeczywistości. Dostałam kopa do działania 😊

Jak wskazuje napis na okładce jest tu sporo scen dla dorosłych, sporo momentów mogących kogoś urazić. Myślę, że wszelkie sceny erotyczne tu opisane nie były obleśne, może niektóre były dość kontrowersyjne, ale nie miałam ochoty rzucić tej książki ze wstrętem. Każda ze scen wynikała z fabuły, nie była tylko wstawką dla zszokowania czytelnika. 

Dużo daje tu również przeplatany w wypowiedziach humor, którym Autorka wprowadza lżejszą atmosferę, pozwala na zmniejszenie napięcia. 

Czytając końcówkę byłam w dość dużym szoku i chwilę zajęło mi przetworzenie zakończenia. Co tylko dodaje do zajebistości tej książki! Przepraszam Autorkę, jeśli uraziło ją to określenie, ale mówię jak czuję, ta książka jest po prostu zajebista!


Okładka - boska! Przykuwa uwagę, intryguje. Aż postanowiłam, że chcę ją mieć, bo brakuje mi jej w mojej biblioteczce, także tym razem kupuję ją już w stu procentach i świadomie. I mam ochotę kupić również te anglojęzyczne 😍

W ramach prezentu dla Autorki pozwoliłam sobie na wykonanie etui ( tak zwany book sleeve), a że połówka organizatorska uwielbia jednorożce..... to wyszło coś takiego :) Mam nadzieję Pani Agato, że book sleeve się podoba i oby towarzyszył książce do końca jej podróży!


Moi drodzy! Czytaliście już tę książkę? Może macie ją w planach, ale nie jesteście pewni? Polecam Wam dać jej szansę, pozytywnie się zaskoczycie, będziecie oczarowani historią i bohaterami 💗

Kochani współuczestnicy book touru! Mam nadzieję,  że Wam również książka bardzo się podoba. Zostawiłam w niej pytania, podkreśliłam ciekawe dla mnie zdania i nakreśliłam tonę serduszek, szczególnie przy imieniu jednego z bohaterów.


Ciekawa jestem, co odpowiecie na moje pytania, możecie też śmiało dopisywać coś do moich zapisków 😊

Ocena z Goodreads: ⭐⭐⭐⭐⭐
Ocena z Lubimy Czytać: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

piątek, stycznia 17, 2020

Zmiana świateł

Zmiana świateł








Autor: Marcin Popielarski
Rok wydania: 2019
ISBN: 978-83-950523-7-8
Wydawnictwo: AlterNatywne
Liczba stron: 292


Nowy rok się zaczął, chęci do czytania są i miejmy nadzieję, że pozostaną. Czytanie kilku książek naraz to u mnie norma. I zawsze muszą to być książki z totalnie różnych nurtów. W zapotrzebowaniu na coś science fiction/fantasy skusiłam się na Zmianę świateł. która dotarła do mnie w okolicy świąt, przez co ciężko było się do niej dobrać zaraz po otworzeniu koperty, bo gotowanie i sprzątanie, ale za to czekała mnie przygoda! Oj i to jaka!

Wydawnictwo AlterNatywne jest niejako moim głównym dostawcą książek z gatunku science fiction. Zaczęło się od genialnego Ukrytego wymiaru (uwielbiam!) i nadal czekam na coś, co temu dorówna (może drugi tom??? - to by było coś cudownego!). Zabierałam się za tę książkę z dużymi nadziejami, no bo kto by nie chciał odnaleźć kolejnego ulubieńca, w dodatku spod pióra polskiego autora? Opis z tyłu książki intryguje:

APTEKA
Świat po zagładzie, która nastąpiła z zupełnie innego powodu, niż przewidywano. Nie była to nuklearna apokalipsa, inwazja kosmitów, zmiana klimatu, pandemia, uderzenie meteorytu, odwrócenie biegunów, stopnienie lodowców ani na odwrót – powtórna epoka lodowcowa, wreszcie nie była to zombie apokalipsa, bunt maszyn, atak demonów czy inny fantastyczny
kataklizm. Koniec świata spowodowała katastrofa bankowa. W takim świecie również trzeba jakoś żyć...

ZMIANA ŚWIATEŁ
Czasami zdarzają nam się bardzo złe dni. Jednak Adam wyciągnął zdecydowanie najgorszy los. Nikt nie spodziewałby się, że typowy poniedziałkowy ranek może zmienić się w coś o wiele gorszego. Codzienna walka o to, aby jakoś funkcjonować w indoktrynowanym społeczeństwie, może niepostrzeżenie przeistoczyć się w walkę o życie.

TROPICIELE
Geskaar po latach wraca do rodzinnej miejscowości, z której niegdyś musiał uciekać. Co sprawiło ze wrócił?

Jednak w życiu jest czasami tak, że nadzieje znikają wraz z kolejnymi czytanymi stronami. I tak właśnie było z tą książką. Jestem pewna, że są osoby, dla których stanie się ona tą jedyną, o której zawsze mówią znajomym, którą polecają wszystkim, bo taka super i w ogóle. Dla mnie taką z pewnością nie będzie. Nawet nie chcę myśleć o ponownym czytaniu... 

Mamy tu trzy opowiadania, każde z innej bajki, że tak to ujmę. Wszystkie są dopracowane, mają ciekawych z założenia bohaterów i wprowadzają nas w ten dziwny, klimatyczny bieg historii, które autor urozmaica walką, krwią i humorem. Jest to coś, co warto docenić. Jednakże do mnie ten humor kompletnie nie przemówił i powoli zaczynał zamieniać lekturę w lekką torturę. Nie wiem sama, dlaczego tak się stało, ale po przeczytaniu kilku żartów, którymi sypnęli bohaterowie najnormalniej w świecie odechciało mi się czytać. Musiałam odczekać chwilę, zanim wzięłam się za jej skończenie. Od kilku lat powtarzam sobie, że nie ma przymusu czytania, jeśli coś mi nie odpowiada - nie czytam dalej. Jednak jest to książka do recenzji i chciałam być fair w stosunku do autora i wydawnictwa. W tym roku zamierzam to zmienić, bo naprawdę szkoda życia!

Niestety, dokończenie tej książki nic w mojej opinii nie zmieniło. Opowiadania choć miały w sobie coś przyciągającego uwagę, nie zdołały mnie do siebie przekonać. Dialogi sprawiały, że przewracałam oczami, czasami byłam po prostu znudzona tym, co czytam. Wspomniany wcześniej humor również nie wpłynął pozytywnie na moje odczucia. Słownictwo, nieco brutalne, specjalnie, by zobrazować okropieństwo otoczenia w jakim przyszło żyć bohaterom tylko mnie zniesmaczyło. I tak oto teraz sama nie wiem, jak odnieść się do tej książki. Doceniam pomysł i różnorodność, ale nie zmienia to faktu, że ta książka po prostu mnie do siebie zniechęciła. Czytając chcę być z każdą stroną wciągana w wir zdarzeń do tego stopnia, że nawet nie wiem, co się dzieje wokół mnie. Nie chcę liczyć stron do końca i tylko czekać na tę ostatnią, żeby odstawić książkę na półkę i zapomnieć o niej jak najszybciej. 

Jedyne co przykuło moją uwagę to okładka. Jest ciekawa, wzbudza zainteresowanie i pasuje jak ulał do treści. Propsy dla grafika!

I teraz... jak tu podsumować taką opinię? Tak z całego serca szczerze, jeśli jesteście fanami science fiction czy fantasy i macie chwilkę czasu spróbujcie Zmiany świateł. Dajcie jej szansę i wróćcie tu pogadać o niej. Jestem ciekawa czy zgodzicie się ze mną czy będzie zupełnie na odwrót, czyli zaczniemy tu dyskusję na temat tego, co ja totalny dzban w tej dziedzinie, pominęłam, nie zrozumiałam i zignorowałam ;)

Za egzemplarz dziękuję 

Copyright © 2016 Myshelf and Books , Blogger