wtorek, maja 05, 2020

Las Na Granicy Światów [RECENZJA]


Autor: Holly Black
Tytuł oryginału: The Darkest Part of the Forest
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Rok wydania: 2020
Wydawnictwo: Jaguar
ISBN: 978-83-7686-881-3
Ilość stron: 400


Zastanawialiście się kiedyś, czy można być za starym na książki o elfach i walce dobra ze złem? Ja nigdy, bo książki jak dla mnie są podstawą życia, a dzięki tym czytanym w dzieciństwie mogę przenieść się do przeszłości i przypomnieć sobie te spokojne czasy, kiedy to przedkładałam czytanie horrorów, kryminałów i fantastyki ponad czytanie lektur.

Coś jednak w końcu zmusiło mnie do zastanowienia się na poważnie, czy aby na pewno wszystko ze mną w porządku, bo jak to ja, czytająca fantasy od lat, pochłaniająca literki nałogowo, od dziecka wielbiąca Aryę z Eragona nie mogę się wczytać w wychwalaną pod niebiosa książkę Holly Black? I to opisującą historię z elfami?? Kim jestem i co się ze mną dzieje!

Jednak to prawda, żeby przebrnąć przez tę książkę musiałam sporo się natrudzić i obiecać sobie oglądnięcie Shreka w nagrodę za ukończenie! I wiecie co? Pomogło. Shrek to the rescue!
Zacznijmy może w końcu na poważnie, czyli o czym w ogóle ta książka jest. Opis wydawcy wygląda następująco:

Miasteczko Fairfold to jedno z tych niewielu miejsc, w których magia nieznacznie przenika do naszej rzeczywistości. Od czasu do czasu ktoś znika bez śladu, ale takie wypadki zdarzają się najwyżej raz czy dwa razy w roku, no a poza tym dotyczą wyłącznie turystów.
Jednak tego roku z serca okolicznej puszczy wyłania się ponura groza. Odkąd ktoś strzaskał szklaną trumnę, w której spoczywał śpiący królewicz, apokaliptyczna bestia imieniem Rozpacz zagraża wszystkim mieszkańcom miasteczka. Pewna dziewczyna, o  imieniu Hazel, która znajduje niezwykły miecz, niezbyt dobrze pamięta, co robiła przez ostatnich pięć lat. Okazuje się, że musi czym prędzej przypomnieć sobie kilka istotnych faktów, dotyczących żelaza i marchewek… Czy zdoła? Jeśli  nie zdąży, miasteczko czeka zagłada smutniejsza niż śmierć…  Teraz jedyna nadzieja w Hazel, jej muzykalnym braciszku oraz w pewnym zabójczo przystojnym elfie.

Od razu przyznam, że książka ta nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia, nie padłam od jej cudowności. Była to nawet ciekawa historia, jednak trzeba dużo więcej, by mnie zauroczyć. Przechodząc do samej treści, docenić trzeba tu umiejętność tworzenia świetnego klimatu, takiej wręcz baśniowej legendy, w której człowiek odpływa w nieznane wraz z bohaterami. Holly Black od lat zachwyca swoimi zdolnościami, wie co trzeba, by wzbudzić zainteresowanie. Wie też, kiedy uderzyć z pełną mocą i wywrócić wszystko do góry nogami tak, by na końcu po dodatkowym zmieszaniu wszystko pięknie się ułożyło. Przez to właśnie chcę kiedyś przeczytać tę książkę w oryginale, może wtedy efekt WOW nastąpi.

Mimo tego, że Black radzi sobie niesamowicie ze światem powieści, z tekstami rzucanymi  w dialogach już niestety tak dobrze nie jest. Książka opublikowana oryginalnie w 2015 roku, a dialogi momentami jak z innej epoki. Ciężko było przez to przebrnąć, już miałam to rzucać w cholerę, bo myślałam, że nie dam rady. Przez to właśnie ukończenie jej stało pod znakiem zapytania. Nie wiem, czy jest to kwestia ogólna, tak po prostu jest i już. Czy wszystko przez tłumaczenie…. Mam ogromną nadzieję, że to ten pierwszy przypadek, bo wierzę, że tłumacz dał z siebie wszystko.

Bohaterowie są tu zróżnicowani, łatwo ich zapamiętać i zapałać do nich sympatią. I choć naprawdę polubiłam Hazel i Bena, to nie do końca dało się ich poznać tak, by zakochać się na zabój. Czytając książki fantastyczne lubię mieć przynajmniej jednego bohatera, który zostaje ze mną po wsze czasy, bo jest po prostu idealnie nieidealny i cudowny, jak Belgarath na przykład (jeśli nie czytaliście Belgariady to naprawdę polecam, spróbujcie!). Tu nikogo takiego nie znalazłam. Przewija się tu sporo postaci i tych dobrych i tych nie do końca, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja jestem albo za stara, albo zbyt wybredna. Ratowanie miasta w potrzasku to interesujący motyw, a jeśli dołożyć do tego bohaterkę zdeterminowaną i bojowo nastawioną mamy całkiem dobrą mieszankę wybuchową.
Dodatkowy plus za wplecenie wątku muzycznego daru, który bardzo mi się podobał. Muzyka sama w sobie to broń, która wyzwala w człowieku wiele emocji, od radości po rozpacz. Czytanie o niej było przyjemnością.

Sam przewodni motyw szklanej trumny i śpiącego wyposażonego w rogi przykuł moją uwagę i to przez niego zapałałam chęcią do przeczytania tej książki. Ta tajemniczość dodała magicznej atmosferze głębi, sprawiła, że ciekawość wzięła górę nad słowami typu „laska”, które okropnie mnie irytują…

Co do samej akcji, działo się tu sporo. Niektóre momenty naprawdę mnie wciągnęły, nie na długo jednak i przez to odkładając książkę nie czułam zbytnio motywacji do dalszego czytania. Ale nie ma tego, czego Shrek by nie naprawił i kiedy już dobrnęłam do końca byłam z siebie dumna. Dbanie o własne samopoczucie tez jest ważne 😊

Podsumowując, jeśli lubicie Holly Black to zdecydowanie polecam zajrzeć do tej książki. Jeśli zainteresował Was opis i z reguły podobają się Wam historie pełne elfów, magii i walki dobra ze złem dajcie jej szansę, być może okaże się odkryciem roku i stanie się Waszym ulubieńcem. Jeśli jednak zaczniecie ją czytać, i w którymś momencie zatrzymacie się bez zapału do dalszej kontynuacji, bo ciężko Wam się przebić to radzę od serca – zostawcie ją dla własnego spokoju duszy, albo przeczytajcie kiedy indziej, być może potrzeba Wam do tego odpowiedniego humoru.

Moja ocena: ⭐⭐⭐/⭐⭐⭐⭐⭐

Za możliwość przeczytania dziękuję:


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Myshelf and Books , Blogger